Witam.
Potrzebowałem
czasu na zastanowienie się co powinienem najpierw napisać w tym miejscu. Parę
rzeczy ciśnie mi się pod palce, gdy siadam przed klawiaturę, ale nie zamierzam
wrzucać tu co popadnie. Wolałem, żeby tematem pierwszego wpisu nie była moja
pierwsza książka, ponieważ nie chciałem zaczynać od chełpienia się. Tego
ostatniego będę się trzymał. Jednakże atmosfera wokół ustawy „o bestiach” (zwanej
tak już przez część dziennikarzy i polityków) oraz wokół najbardziej
zainteresowanych, w tym Trynkiewicza, zrobiła się tak gęsta, że już błyskają pioruny. To sprawia, że ponownie wracam myślami do Psychoobywatela i
przypominam sobie po co napisałem tę książkę*. Celem jest zwrócenie uwagi na to,
że wśród nas żyje ogrom ludzi bardzo niebezpiecznych. Dobrze, że od dłuższego
czasu zajmują się tym rodzime media, choć arsenał po jaki sięgają może budzić
zastrzeżenia. Zapewne jak w wielu podobnych sprawach liczą na wywołanie
zbiorowej histerii i, zda się, są na dobrej drodze ku temu. Dziś mój znajomy podesłał
mi link do strony na Facebooku, która przekleiła post z serwisu Bubble Shoes,
którego przesłanie można uznać za nawoływanie do morderstwa na Trynkiewiczu. Na
marginesie dodam, że od 15:00 znajdziecie już tylko sprostowanie Bubble S. na
Facebooku, że był to akt wandalizmu hackerskiego – to oraz artykuł Gazety W.,
która opisała całe zamieszanie. Sprawdźcie sami, bo szkoda miejsca na dokładne
opisywanie tej dziwnej gierki.
Dla mnie temat
zamiany kary śmierci dla wyjątkowo brutalnych przestępców na 25 lat pozbawienia
wolności nie jest sensacją z ostatniej chwili. Kiedy półtora roku temu usiadłem
do napisania powieści, uznałem że powinienem o tym wspomnieć w książce. Cieszę
się, że teraz mówi się o polskich zabójcach, seryjnych czy incydentalnych, bo
lepiej o tym dyskutować niż zamiatać temat pod dywan. Wydaje się, że właśnie to
drugie robiono przez ostatnie 25 lat w przypadku Trynkiewicza, Pękalskiego czy
wielu innych. Chodzi mi o decydentów, nie o dziennikarzy, bo przecież jest paru
ludzi, których to obchodzi od dawna. Mimo wszystko nie chcę potępiać w czambuł
polityków, choć nie pałam do nich sympatią. Dlaczego nie chcę? Nie jestem
prawnikiem, lecz sądzę że w pewnym zakresie mieli związane ręce przez ostatnie
ćwierćwiecze. Problem, który rozważa się dzisiaj – czy można przedłużać
ograniczenie wolności po odbyciu kary – nie zrodził się wczoraj. Otóż
konstytucjonaliści twierdzą, że nie można, a odwołując się do historii prawa i ja
muszę się z tym zgodzić. Tak, zgadzam się też z tym, że największy błąd
popełniono w 1989 r., rezygnując z kary śmierci. Dopuszczono do fundamentalnej
pomyłki z perspektywy tego, co już niedługo zacznie się dziać. Bo pamiętajmy, że
nie jeden jest „trynkiewicz”. Wtedy można było nie dopuścić do obecnej
sytuacji, ale to już przepadło. Wiem natomiast, że politycy i urzędnicy mogli
zrobić więcej w sprawie odsiadujących jeszcze wyroki socjopatów. To już
zupełnie inna sprawa. Z chwilą wejścia do zakładu karnego takiego przestępcy,
winna być uruchamiana terapia, która powinna trwać do samego końca odsiadki.
Nikt mi chyba nie powie, że kilka miesięcy czy nawet rok wystarczy by zmienić
człowieka, który kształtował się przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat? Tylko,
że na to trzeba oddelegować środki finansowe. Przechowywanie ludzi w
więzieniach naprawdę niczemu nie służy i dziwię się, że jeszcze nie wszyscy
„tam na górze” to rozumieją.
Wracając do
zbiorowej histerii… Słyszę w radio i telewizji, czytam w źródłach
poważniejszych i tych mniej mądrych złorzeczenia pod adresem zabójców. W tej
chwili konkretnie pod adresem seryjnych morderców. Cóż, trudno nie dać się
ponieść emocjom, mną też targają. Tylko tak się zastanawiam, czy część z nas
nie ma tak, że tylko czeka na podobną sytuację by dać upust złości? By głośno
powiedzieć „zabiłbym cię, za to jaki jesteś!”. Myśląc dalej w tym kierunku,
imaginuję sobie, że może gdyby znieść policję, prokuraturę, sądownictwo to
niektórzy, z tych co dziś krzyczą rzeczywiście wzięliby w ręce noże i siekiery
i porąbali trynkiewiczów na kawałki. Ciekawe czy na nich by poprzestali?
W każdym razie
odliczanie trwa. Dziś mamy 20 stycznia i do 11 lutego pozostały trzy tygodnie.
Teraz chyba już wszyscy wiemy co tego dnia może się wydarzyć. A może właśnie
nie mamy pojęcia? To dzięki mediom, które szaleją wokół tematu tak, jak wokół
śmierci pewnej małej dziewczynki o szczególnie bliskim mi imieniu. Tamten temat
właściwie już wybrzmiał, teraz jest nowy. Czy za pół roku także i o
trynkiewiczach zapomnimy?
errata i coś ponadto:
Zwrócono mi uwagę, iż użyłem niewłaściwego w normie pisanej zaimka
tą miast
tę w tekście "[...] tę książkę", za co z całego serca dziękuję. Błąd już naprawiono. Widać pospieszyłem się wyprzedzając proces zmian zachodzący w naszym języku, który prowadzi do zrównania zasad. Korzystając z okazji, dla żartu, zaproponuję powrót do ujmującej formy zapisu słowa "xiążka". Polecam przy tym czytanie na głos, najlepiej w szerszym gronie, XVIII-wiecznego starodruku
Xiążka o Edukacyi Dzieci :) Link poniżej
http://pbc.up.krakow.pl/dlibra/docmetadata?id=429&from=publication