Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deklaracja wiary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deklaracja wiary. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 lipca 2014

A czy ty już wypełniłeś swoją deklarację?

Ktoś mógłby uznać, że nad głupotą nie powinno się pastwić, albowiem to tak jakby kopać leżącego w rynsztoku. Ja też mógłbym, ale muszę pamiętać o dwóch argumentach przeciw takiej postawie. Po pierwsze głupota potrafi zbierać wokół siebie mocarne grupy zwolenników, po drugie gdy ją lekceważyć może wślizgnąć się nam do codzienności i poczynić szkody w otoczeniu niezauważona. Niczym nornica w ogródku warzywnym. 
Jednakże przede wszystkim ten wpis podlega pewnemu prawu kontynuacji wcześniej rozpoczętego przeze mnie wątku. Pisałem przecież 4 czerwca br. o tzw. "deklaracji wiary" (czy "sumienia"), zatem trudno nie wspomnieć o próbach podtrzymania tej nowej świeckiej tradycji przez środowiska sprzyjające Kościołowi, żeby nie stwierdzać a priori: prawicowe. Teraz przyszła kolej na deklarację ze strony nauczycieli. Ale nie śpieszmy się tak bardzo. Po środku wydarzyło się coś jeszcze, choć można było to łatwo przeoczyć. 
Słyszeliście o petycji Stowarzyszenia Ars Legis imienia św. Ivo Helory? Pokrótce jest to prośba o udzielenie zezwolenia adwokatom, notariuszom, komornikom używania formuły "tak mi dopomóż Bóg" w tekście składanej przysięgi prawniczej. Członkowie Stowarzyszenia żalą się, że obecnie takiego prawa nie mają, w przeciwieństwie do np. sędziów i domagają się aby znów im tę łaskę uczynić, bo już kiedyś. tj. przed wojną, to prawo mieli. Argumentacja niczym upierzenie kaczki - potok krytyki po niej spływa. Idąc tym tropem możemy też przywrócić dziedziczność władzy, pańszczyznę, niewolnictwo i średniowieczne przywileje duchownym. 

Zainteresowanych pełną treścią petycji zapraszam pod ten adres: 

Na marginesie zauważę, iż prawnicy - ludzie z założenia uporządkowani i systematyzujący rzeczywistość - nie mogą się widać zdecydować czy swoją prośbę nazywać petycją czy listem otwartym. A może są zwyczajnie niedouczeni? O ile mi wiadomo są to dwie różne formy wnoszenia próśb i sugestii. 

Do czego właściwie potrzebne są zmiany w ustawach proponowane przez Ars Legis? Czyżby uznawali, że przysięga złożona przez nich w obecnym kształcie jest niepełna i w związku z tym niewiążąca? To dlaczego w ogóle ją składali? A poza tym czy ktoś ukarałby ich za wypowiedzenie na głos słów "tak mi dopomóż Bóg"? Skoro uważają, że są ofiarami praktyk wprowadzonych przez system totalitarny, to powinni wykazać się odwagą i te słowa, które skądinąd nie czynią nic złego, wypowiadać na przekór i z dumą. Zostawmy tych 953 prawników w spokoju natenczas.  

Przejdźmy do głównego dania, to znaczy do deklaracji proponowanej polskim nauczycielom. Nie byłoby o co robić szumu, gdyby pozostawała ona wyłącznie w fazie koncepcji, skrystalizowanej jedynie w Internecie. Dzięki mediom sprawę komentują nie tylko internauci, dziennikarze ale i politycy. A jak komentują, to jedni krytykują, drudzy zaś całym sercem są za. Bo co szkodzi poprzeć, jeśli można tym zyskać kilka radykalnych głosów wyborczych? Janusz Górzyński, twórca nowych i jego zdaniem słusznych wytycznych dla nauczycieli, nasamprzód przeredagował przysięgę pedagogów. Oto jej odmieniona treść:

"Ja, nauczyciel Rzeczypospolitej Polskiej, przyrzekam rzetelnie pełnić mą powinność nauczyciela i wychowawcy, dążyć do pełni rozwoju i doskonalenia osobowego tak własnego, jak i powierzonych mi uczniów, w duchu patriotycznym i ewangelicznym, mając na względzie Dobro Wspólne (Bonum Commune) oraz Zbawienie własne i swoich podopiecznych. Zatem zobowiązuję się kształcić oraz wychowywać młode pokolenia Polaków w duchu umiłowania prawdy (Veritas liberabit vos), a nade wszystko umiłowania Boga-Prawdy, albowiem Jezus Pan powiedział o sobie, iż jest Prawdą największą Ego sum Veritas (J. 14, 6). Stąd też będę uczyć szacunku i umiłowania Kościoła katolickiego i każdego człowieka (mojego bliźniego), a także narodu polskiego (rodziny rodzin polskich) i naszej matki Ojczyzny. Czynić będę wszystko zgodnie z powszechnymi zasadami dobra i sprawiedliwości, jakie od wieków głosi filozofia perennis i teologia perennis, których najlepszym strażnikiem jest nieomylna w sprawach Wiary i Obyczajów Stolica Apostolska Świętego Rzymskiego Kościoła Katolickiego.
Zobowiązuję się strzec godności stanu nauczycielskiego i dbać o jego dobre imię a także chronić świętość każdego życia i świętość powołania zawodowego. Tak mi dopomóż Bóg!
 "

Posunął się dalej w swej oświeconej "[...]Duchem Świętym i nauką Kościoła[...]" twórczości i przygotował propozycję deklaracji wiary: 

DEKLARACJA WIARY
Nauczycieli katolickich i studentów PEDAGOGIKI w przedmiocie nauczania i wychowania młodego pokolenia.

Nam – nauczycielom – powierzono czuwać nad wychowaniem i nauczaniem młodego pokolenia współczesnych Polaków, spośród których przeważająca część jest ochrzczona w Świętym Rzymskim Kościele Katolickim i przynależy do historycznego ponad Tysiącletniego katolickiego Narodu Polskiego.
Mając na względzie fakt, że Naród Polski jest narodem katolickim i stanowił przez wieki bastion obronny cywilizacji łacińskiej w Europie, a nawet był nazywany przez papieży „Obrońcą świata” – zamierzamy kontynuować tę wielką Tradycję. Takie bowiem będą Rzeczypospolite, jak dzieci i młodzieży chowanie.
Jesteśmy świadomymi łacinnikami i dlatego wyrażamy pełną wdzięczność naszym Przodkom za to, że możemy należeć do tej wspaniałej cywilizacji życia, miłości, prawdy, sprawiedliwości, miłosierdzia, dobra i piękna oraz świętości.
Deklarujemy zatem przywiązanie do tego Tysiącletniego Dziedzictwa naszej chrześcijańskiej kultury i katolickiej Ojczyzny, w której wolności zażywali wszyscy Polacy, niezależnie od swojego wyznania. Jednak pamiętamy, że gwarantem bezpieczeństwa, wolności i dobrobytu była katolicka większość Narodu Polskiego, która sprawowała rządy w Polsce w imieniu całości Narodu – czyli wszystkich stanów Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Historia dowiodła, że tylko wychowana przez Święty Rzymski Kościół Katolicki wspólnota wyznająca totalną etykę opartą na Dekalogu, czyli prawach miłości jest zdolna do zbudowania i obrony wielkiego państwa i Narodu. Za wszelkie odchylenia cywilizacyjne, za próby syntez z innymi cywilizacjami zapłaciliśmy w przeszłości wielką cenę w postaci utraty niepodległości, udręk niewoli, utraty mienia państwowego i prywatnego, a także życia milionów ofiarnych i niewinnych Polaków. Dlatego nigdy więcej nie możemy się zgodzić na eksperymenty wychowawcze i na sączenie jakichkolwiek herezji w Polskich szkołach. Wychowanie Polaków bez powiązań historycznych, z pominięciem polskiej kultury oraz bez Boga i Kościoła katolickiego, prowadziło zawsze do tragedii dziejowych, na które już sobie więcej nie możemy pozwolić.

1. WIERZĘ w jednego Boga, który jest Stworzycielem i Panem Wszechświata, Syna , który jest Najlepszym Nauczycielem, Mistrzem i Mędrcem oraz Ducha Świętego, który oświeca serca i umysły ludzkie oraz inspiruje i motywuje do każdego dobra.

2. POSTANAWIAM prezentować sobą wzór osobowości prawej i szlachetnej, wrażliwej i odpowiedzialnej  oraz postawę otwartą na drugiego człowieka, w którym będę widzieć samego Chrystusa. Kierować się zawsze będę dobrem ucznia i studenta, wybierając odpowiednie metody, formy oraz środki nauczania i wychowania oraz stosując obiektywne kryteria oceny z uwzględnieniem zasady indywidualizacji i Dobra Wspólnego.

3. UZNAJĘ pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim
-aktualną potrzebę przeciwstawiania się antypedagogicznym ideologiom oraz wszelkiej indoktrynacji we współczesnej „cywilizacji laickiej”, sekularnej, a nawet wrogiej Bogu i człowiekowi, której szerzenie grozi restauracją ludobójczych totalitaryzmów
-potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale również wiedzy z zakresu wychowania i nauczania według nauczycielskiego stanowiska Kościoła katolickiego.

4. ZOBOWIĄZUJĘ SIĘ do uczciwego i rzetelnego przekazywania wiedzy, zawsze zgodnej z odkrywaną prawdą. Do szanowania godności ucznia i studenta w procesie kształcenia i wychowania. Do szanowania autonomii ucznia i studenta oraz jego rodziny. Zobowiązuję się stać na straży realizacji chrześcijańskich wartości moralnych i ideałów, w tym świętości życia i honoru oraz uczyć i wychowywać własną postawą i przykładem – pielęgnując cnoty chrześcijańskie. Opierając się na Nauczycielskim Urzędzie Kościoła Katolickiego zobowiązuję się uczyć zasad współżycia społecznego, narodowego i miłości do Boga, Kościoła i Ojczyzny.

5. BIORĘ ODPOWIEDZIALNOŚĆ za wprowadzenie ucznia i studenta w dziedzictwo kulturowe Narodu Polskiego oraz uczenie go poszanowania innych narodów w duchu chrześcijańskiej miłości. Za wychowywanie i nauczanie młodych ludzi w szacunku dla każdego życia ludzkiego, we wszystkich fazach jego rozwoju, od poczęcia po naturalny kres ludzkiej egzystencji. Za uczenie kultury współżycia ze światem przyrody.

6. STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności nauczyciela katolika jest wyłącznie jego sumienie, oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła. Nauczyciel katolik ma  prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką nauczycielską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem oraz niemoralnych.

7. UWAŻAM, że -nie narzucając nikomu swoich poglądów i przekonań,- nauczyciele katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem oraz z wymaganiami jakie stawia katolikom na całym świecie Magisterium Świętego Rzymskiego Kościoła Katolickiego.

Oba teksty Górzyńskiego zaczerpnąłem z jego blogu i przytaczam w niezmienionej formie. Wniosek jaki mi się nasuwa jest następujący - jesteśmy widzami epopei i łatwo sobie wyobrazić, że rychło jej końca nie ujrzymy. Można bowiem w nieskończoność wymyślać nowe deklaracje, albo też w końcu ujednolicić je do jednej formuły i proponować przedstawicielom kolejnych zawodów. Jeśli tego się nie powstrzyma w końcu będzie ona narzucana a nie proponowana. Później obejmie cały naród, mnie i ciebie drogi czytelniku, i już nie pozostanie nikt, kto by się nie zdeklarował. Czy to nie przypomina ustroju totalitarnego? Ale przecież to wszystko w imię dobra, miłości i nieomylności Rzymskiego Kościoła w Watykanie więc jak można na to nie przystać? Jak można tego się obawiać? 
Czy jest tak, że te niesłychanie uwsteczniające pomysły tworzą głowy oddane duchowieństwu, czy inspirowane przez kościół lub skrajne środowiska polityczne, a może wreszcie przez wystraszone niedoskonałością świata umysły, które w powrocie do jedynego kościoła widzą ratunek? Czy może wreszcie chodzi tylko o odwracanie uwagi od tragicznych w skutkach poczynań wypaczonego środowiska kleru, w którym bezpiecznie trwa rozpusta, pedofilia, umiłowanie wygodnego życia z datków obok prawdziwie oddanych społeczeństwu i wierze dusz? O tych ostatnich słyszę, choć sam ich nie spotkałem, ale to nie przeszkadza mi wierzyć, że istnieją. Choćby z racji prawdopodobieństwa.  

MB

środa, 4 czerwca 2014

Deklaracja wiary

Odstręczał mnie temat pod tytułem "Deklaracja wiary", który stał się zarzewiem nowych sporów w naszym kochanym państewku, co stoi w rozkroku między przyszłością i przeszłością, między wiedzą, nauką a wiarą. A jednak dziś uznałem, że mam prawo i ochotę napisać o tym z kilku powodów. Po pierwsze bywam pacjentem. Po drugie jestem przeciwny narzucaniu komukolwiek dogmatów obojętnie jakiej proweniencji one by były. Po trzecie drażni mnie kolejna próba wtrącania się w życie Polek, jednocześnie przy niemal całkowitym pominięciu spraw Polaków - mężczyzn, żeby była jasność. 
Deklaracja jest krótka, jednostronicowa. Oto jej tekst: 

DEKLARACJA WIARY 
Lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej 
Nam – lekarzom – powierzono strzec życie ludzkie od jego początku... 
1. WIERZĘ w jednego Boga, Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę 
na obraz swój. 
2. UZNAJĘ, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne: 
- ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca, 
- moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji 
Boga. 
Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania 
Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, 
eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę. 
3. PRZYJMUJĘ prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana 
biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Jest nobilitacją, przywilejem, bo 
człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają 
się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia” - powołanie do 
rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim 
świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią 
sacrum w ciele ludzkim. 
4. STWIERDZAM, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie 
jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania 
zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu 
wobec działań niezgodnych z sumieniem. 
5. UZNAJĘ pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim 
- aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom 
współczesnej cywilizacji, 
- potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale także wiedzy 
o antropologii chrześcijańskiej i teologii ciała. 
6. UWAŻAM, że - nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań – lekarze 
katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności 
w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem. 
„Wysokim uznaniem darzymy tych lekarzy i członków służby zdrowia, którzy w pełnieniu 
swojego zawodu ponad wszelką ludzką korzyść przenoszą to, czego wymaga od nich 
szczególny wzgląd na chrześcijańskie powołanie. Niech niezachwianie trwają w zamiarze 
popierania zawsze tych rozwiązań, które zgadzają się z wiarą i prawym rozumem oraz niech 
starają się dla tych rozwiązań zjednać uznanie i szacunek ze strony własnego środowiska. 
Niech ponadto uważają za swój zawodowy obowiązek zdobywanie w tej trudnej dziedzinie 
niezbędnej wiedzy, aby małżonkom zasięgającym opinii, mogli służyć należytymi radami 
i wskazywać właściwą drogę, czego słusznie i sprawiedliwie się od nich wymaga.” 
Paweł VI, Humanae vitae, 2

Na koniec wyjątek z encykliki Humanae vitae papieża Pawła VI, ale do tego jeszcze dojdziemy. Oczywiście tekst Deklaracji nie został przeze mnie zmieniony, zaś pochodzi ze strony http://www.deklaracja-wiary.pl/ 
Zanim powiem co sądzę o tym dokumenciku żywcem wyjętym z pożółkłych ze starości ksiąg, wpierw jeszcze parę zdań informacyjnych. Deklarację do dziś podpisało 2513 lekarzy (jeśli ufać informacji z powyżej wspomnianej witryny). W Polsce mamy 179 122 lekarzy ogółem (podaje Naczelna Izba Lekarska na dzień 10 kwietnia 2014), ale wśród nich 17 160 nie wykonujących zawodu, zawieszonych z takich czy innych przyczyn, oraz błędnie zarejestrowany w liczbie 22 sztuk. Z Internetu można pobrać plik, który również jest zatytułowany "Deklaracja wiary..." z dopiskiem "...lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej. Votum wdzięczności Polskich Lekarzy katolickich za dar kanonizacji Polskiego Papieża Jana Pawła II". Jest to druczek, w którym sługa medycyny winien wpisać swoje imię i nazwisko, specjalizację, adres oraz złożyć podpis. Wyjaśnię, że nie znajdziecie danych adresowych tych dzielnych sygnatariuszy w zestawieniu, które publikuje www.deklaracja-wiary.pl. Właściwie to już zaczynają się przecieki w stylu "mamy listę lekarzy z dolnośląskiego!", co zwiastuje kolejne akty obywatelskiego szpiegostwa na wzór Bronisława Wildsteina. Bardziej interesuje mnie sam druczek oraz sposób jego przedkładania zainteresowanym. Jeśli otrzymywali oni wyłącznie tabelkę do wypełnienia danych, bez treści Deklaracji, to nie dziwię się, że aż tak wielu lekarzy podpisało tę niedorzecznie skonstruowaną formułę. Tuszę, iż zwyczajnie nie mieli okazji, tudzież im się nie chciało przeczytać treści. 

No dobrze, trzeba jednak - a robię to z wielkim bólem, pulsującym gdzieś w okolicach płata czołowego - przyjąć, że spora część lekarzy najpierw przeczytała Deklarację i potem ją podpisała z pełną świadomością znaczenia jej słów. Nie zgadza się to z moim światopoglądem. Jednakże co ja tu będę pisał o pogwałceniu równości pacjentów wobec prawa (stanowionego, krajowego, nie zaś boskiego), wybiórczego traktowania swojej profesji i wybierania jakie zabiegi chcą lekarze wykonywać a jakich nie, co będę pisał o Przysiędze Hipokratesa - powtórzyłbym tylko słowa polityków, dziennikarzy i ekspertów.  

Na marginesie:
     No właśnie, co z tą Przysięgą? Jeśli zacznę tu wyjaśniać w czym mylą się niemal wszyscy, którzy w mediach powołują się na jej zapisy to możecie, drodzy Państwo, odebrać mylne wrażenie, że krytykuję przeciwników Deklaracji, a nawet jeśli nie aż tak, to możecie pomyśleć, że uznaję Deklarację za nie stojącą w sprzeczności z tym co wcześniej zadeklarowali lekarze... Poradzę tylko tym, którzy publicznie występują lub publikują, aby jeszcze raz przeczytali treść tzw. Przysięgi Hipokratesa, a potem uświadomili sobie, że naszych lekarzy obowiązuje Przyrzeczenie Lekarskie, nie ten pierwszy tekst. Zresztą gdyby żywcem brać słowa przypisywane Hipokratesowi, to szybko uznalibyśmy, że nie w całej rozciągłości przystają do współczesnych realiów. 

Sądzę, że podpisanie Deklaracji przez lekarzy może wszystkim pacjentom wyjść na dobre, pod warunkiem, że znane będzie miejsce pracy sygnatariuszy. Nie wydaje mi się, aby przyznawanie się do wiary było czymś nagannym, wręcz traktuję to jako prawo wiernych. Natomiast twierdzę, że w służbie zdrowia nie ma miejsca na tego typu zapisy jak w Deklaracji wiary. Zatem czemu uważam, że Deklaracja mogłaby wyjść na dobre? Ponieważ lekarze z nią czy bez niej i tak swoje przemyślenia, idee oraz wiarę mają. Jeśli są bezkompromisowymi katolikami i wykonywali dotąd wyłącznie zabiegi oraz przepisywali leki według własnego sumienia a nie wiedzy medycznej, to żaden dodatkowy dokument usprawiedliwiający ich postępowanie nie był im potrzebny. Natomiast pacjenci nigdy nie mogli mieć pewności jakim światopoglądem kieruje się ich lekarz, aż do chwili gdy odmówił im zabiegu lub wydania recepty. Gdyby wszyscy zdeklarowali się z góry, to przynajmniej nie marnowalibyśmy czasu na lekarzy, którzy nie chcą nam pomóc w tym czy owym. Lecz aby dopełnić procedury rozpoczętej przez Deklarację, muszą ci co ją podpisali ujawnić swoje miejsce pracy. Inną kwestią jest natomiast czy w ogóle lekarz powinien kierować się w zawodzie przykazaniami wiary. Moim zdaniem nie, lecz do świeckości polskiemu państwu bardzo daleko, a zatem dziś nie każdy ze mną się zgodzi. 
Tak jak słowa Przysięgi Hipokratesa są już niedzisiejsze, tak i język Deklaracji wiary. Przeczytaliście go uważnie? Z jednej strony cofa nas on stylistycznie do zamierzchłych wieków - choćby nazywając kobietę, nie używaną już formą "niewiasta" - z drugiej strony odnosi się do zagadnień współczesności - potępiając metodę zapłodnienia in vitro. Punkt 3 zaczynający się od "Przyjmuję prawdę, iż..." z automatu ignoruje istnienie choćby hermafrodytów, co samo w sobie jest tak nienaukowym podejściem jak uznanie, że odpowiednie pozycje seksualne mogą zagwarantować poczęcie potomka określonej płci. Punkt 5 - co tu u licha robi antropologia chrześcijańska i teologia ciała? Królestwo za klarowną odpowiedź! Zwłaszcza na pierwszą część pytania. Co ma lekarz do wiatraka? Ostatni punkt to zagwarantowanie wykonywania czynności zawodowych w zgodzie z sumieniem - przecież i tak w ten sposób się to odbywa, a odpowiednie przepisy prawa medykom ten przywilej gwarantują.
Nad czym więcej się tu trząść? A no tak, encyklika... Wyjątek z tego dokumentu, którym opatrzony jest tekst Deklaracji znalazł się tam oczywiście nie przypadkowo, przywołuje bowiem encyklikę dotyczącą przede wszystkim małżeństwa, kontroli urodzin oraz prokreacji. Jak można się domyślać papież Paweł VI piętnuje metody antykoncepcji, roztaczając wizję w której władze państw mogą na społeczeństwa nakładać ograniczenia urodzin i tym samym ingerować w najgłębiej intymne sfery życia. W powyższym temacie Kościół - wówczas - zachęca człowieka, aby nie rezygnował ze swych obowiązków, zdając się na środki techniczne. I pisał to człowiek, który z własnej woli zrezygnował z obcowania z kobietą, płodzenia dzieci i ich wychowywania, który przynajmniej oficjalnie nigdy nie podjął tego, co jego zdaniem jest naturalne dla ciała człowieka. W encyklice papież zapisał: [...] należy bezwarunkowo odrzucić - jako moralnie niedopuszczalny sposób ograniczania ilości potomstwa, bezpośrednie naruszanie rozpoczętego już procesu życia, a zwłaszcza bezpośrednie przerywanie ciąży, choćby ze względów leczniczych". To zdanie z całą pewnością urzekło autorkę Deklaracji, panią Wandę Półtawską, która z racji słusznego wieku (93 lata) od dawna nie musi już obawiać się, że ciąża zagrozi jej własnemu życiu. Pomijając nieprzemyślany tekst Deklaracji, oddaję jej honor jako matce trójki dziewcząt - przynajmniej nie można o niej powiedzieć hipokrytka w tym przedmiocie.

Wszystko to podparte jest wielowiekową tradycją, prawami boga chrześcijańskiego, autorytetami kościoła katolickiego. Wszystko to przy jednoczesnym przemilczeniu faktu, że antykoncepcję znano nim powstał Kościół, nim pierwszy papież przywdział suknię, nim spisano boskie prawa. Wszystko to próba cofnięcia ludzkości z drogi postępu o co najmniej pół wieku. Wszystko to mnie nie dziwi, albowiem co stulecie ktoś próbuje zatrzymać prąd postępu i raz na jakiś czas komuś się to udaje.

A teraz zupełnie nie poważnie stara piosenka Monty Pythona, którą nie mam na celu nikogo obrażać, bo to w końcu komediowe podejście do kwestii prokreacji.